poniedziałek, 28 września 2015

Addik spokojny?


Stereotypowy obraz Addika to nakręcony, głośny, ruchliwy i niegrzeczny rozrabiaka, który wiecznie się wierci, buja na krześle, pajacuje przed nauczycielem i kolegami, odzywa niepytany, bije inne dzieci i ma w nosie zasady.  To jednak tylko jedna z odmian adhd - z przewagą nadaktywności i impulsywności – wbrew pozorom wcale nie najczęstsza. Oprócz niej występuje jeszcze typ z przewagą zaburzeń uwagi - bez nadruchliwości i nadpobudliwości oraz najczęstszy - typ mieszany.  Pierwszy - ten stereotypowy, szybko wzbudza podejrzenia, że coś z nim nie tak i relatywnie najszybciej ma szanse na diagnozę i odpowiednią terapię. Mieszany, jak to miało miejsce w naszym przypadku, raz jest grzeczny, raz rozrabia, raz pracuje skupiony, raz nie idzie się z nim dogadać – potrzeba więcej czasu zanim się wyeliminuje inne potencjalne przyczyny i wpadnie na właściwy trop. Natomiast typ drugi, który w przeciwieństwie do dwóch pozostałych typów dotyczy głównie dziewczynek, nie ma widocznych objawów dotyczących zachowania, a wręcz często takie dziecko jest spokojne, ciche i nie rzuca się w oczy. Dlatego bardzo często zaburzenie nie jest rozpoznawane przez długie lata. Objawy są tak nietypowe, że nawet rodzice mogą mieć problem z ich wyłapaniem. Podejrzewam, że prędzej dorosła osoba rozpozna je u siebie, niż zaczniemy podejrzewać coś u dziecka.  Tymczasem powodują one głęboką frustrację, smutek, wstyd i nie mijają z wiekiem. Problemy, które początkowo utrudniają naukę, komplikują dorosłe życie, obniżają poczucie wartości, a nawet mogą prowadzić do nerwic, lęków i depresji.adhd zaburzenia uwagi Takie "spokojne" adhd to głównieTrudności w skupieniu uwagi na szczegółach i popełnianie “roztargnionych” błędów
Dziecko może pomijać pytania w teście mimo, że zna odpowiedź, albo robić tylko część zadania – np. nie napisze odpowiedzi. Dorosły może robić w pracy proste błędy, powodować sytuacje zabawne dla otoczenia, a bardzo krępujące dla niego. Osoba taka ciągle mówi sobie  „wyluzuj, skup się”,  ale cierpi psychicznie, a nawet odczuwa dyskomfort fizyczny, na samą myśl o tym, gdyż wie, że to się nie uda, bo mózg już myśli o kolejnych działaniach i nie ma zamiaru zatrzymywać się na dłużej przy którymkolwiek.Problemy z utrzymaniem uwagiNiedokończona klasówka, do połowy rozwiązane zadanie, niedoczytane polecenie to typowe problemy ucznia. Dorosły męczy się na spotkaniach roboczych, żuje gumę, popija kawę, a nawet wychodzi do łazienki, żeby sprowadzić myśli na ziemię. Odczuwa frustrację z powodu niemożliwości przebrnięcia przez dłuższy dokument, pozostania skoncentrowanym podczas zebrania, czy ukończenia projektu.Wrażenie, że osoba nie słucha, kiedy się do niej mówiUczeń przyswaja średnio połowę instrukcji ustnych, w zeszytach ma więcej bazgrołów i rysunków, niż notatek, często musi posłuchać kilka razy, żeby załapać o co chodzi. Dorosły np źle się czuje na nieformalnych spotkaniach,  nie zapamiętuje imion, przerywa innym wtrącając swoje anegdotki, a w połowie rozmowy się wyłącza. Często słyszy pytania „słuchasz co mówię?” albo komentarze w stylu „ziemia do Marka”.Brak umiejętności podążania za wytycznymi, przez co nie udaje się skończyć zadaniaTu i dzieci i dorośli podobnie – milion zaczętych projektów, drugi milion pomysłów, słomiany zapał. Posadzone kwiatki, których się nie podlewa, karnet na siłownię użyty 2 razy, pudełko puzzli nawet nie rozpakowane, czy kolejna książka na półce… Uwielbiają wymyślać i zaczynać nowe rzeczy, ale tak jak szybko zaczynają, tak szybko kończą. Rzadko dotrzymują obietnic, bo na ich drodze do celu staje zbyt wiele innych ciekawych rzeczy.
Trudności w organizowaniu czasu i pracyGdzie mój telefon? Klucze? Strój na wf?Ponieważ często w trakcie robienia jednej rzeczy myślą już o innej, zupełnie nie pamiętają, gdzie, co położyli. Problem z organizacją jest chyba najmocniej zaznaczony w tej odmianie zaburzenia. Dom, biurko, plecak, samochód najczęściej wyglądają jakby właśnie przeszło tornado.  Często się spóźniają albo wcale nie zjawiają w umówionym miejscu, brakuje im czasu na zrobienie wszystkiego, bo nie umieją zaplanować, ile go będzie potrzeba, ani kiedy zacząć żeby zdążyć. I wbrew pozorom nie jest im to obojętne. Dołuje i powoduje  poczucie wstydu,  zwłaszcza kiedy porównują się z innymi.Niechęć lub odmawianie wykonywania działań wymagających dłuższego wysiłku umysłowego„Mógłbyś się skupić gdybyś spróbował”, „Nie starasz się, dlatego ci nie wychodzi", "Jesteś roztrzepana, dlatego tyle razy przegapiłaś termin oddania pracy”. Niestety ten typ zaburzenia bardzo często daje obraz lenia albo olewacza. Co gorsze bez odpowiedniej terapii w dorosłym wieku może skutkować traceniem pracy, przyjaciół, a nawet otrzymaniem łatki trudnego, nieczułego, czy wręcz nieprzystosowanego społecznie osobnika. Łatki, w którą całkiem szybko zaczyna się samemu wierzyć… I często dopiero objawy depresji czy podobnych zaburzeń skutkują odkryciem tego adhd.Syndrom Trójkąta bermudzkiego - gubienie rzeczy Każdemu z nas się czasem zdarza zapomnieć gdzie położyliśmy klucze, ale dla osób z tą odmianą adhd historie z włożeniem okularów do lodówki, spaleniem garnka, posoleniem herbaty, zgubieniem telefonu, portfela, parasola są codziennością. Rozpraszanie się nieistotnymi bodźcamiMarzyciele, w czasie lekcji zamiast notatek rysują szlaczki, albo obserwują muchę na ścianie, podczas gdy koledzy rozwiązują zadania… ich niemożność skupienia uwagi często jest odbierana jako brak zainteresowania. Im samym to też bardzo przeszkadza zwłaszcza, wtedy, gdy skupienie jest niezbędne.ZapominalstwoDzieci częściej niż inne zapominają o zadaniu domowym, farbach na plastykę, stroju na wf. Nie biorą drugiego śniadania, biletu na autobus. Zapominają nauczyć się na zaplanowaną tydzień wcześniej klasówkę. Dorośli przegapiają wizyty u lekarza, nie stawiają się na umówionym spotkaniu, nie płacą na czas rachunków, zapominają odpisać na maila albo o życzeniach urodzinowych.Często odbierane jest to jako niegrzeczne, często jako lenistwo, ale naprawdę rzadko jest to działanie celowe. 
Spokojne addiki często same nie wiedzą dlaczego tacy są, słyszą, że są leniwi, nieogarnięci, a nawet głupi i tak też myślą o sobie. To znacznie obniża ich samoocenę i pewność siebie. Odmiana ta jest rzadko diagnozowana i przeważnie dopiero u dorosłych, często przy okazji innych problemów. Ale nigdy nie jest za późno, żeby zacząć terapię – nie tylko farmakologiczną. I choć to frazes to diagnoza i terapia może naprawdę zmienić życie i osoby borykającej się z problemem i ludzi w jej otoczeniu. Ważny jest trening umiejętności planowania, organizacji, a także umiejętności społecznych. Duża też rola rodziny i przyjaciół, żeby wspólnie zaakceptować tą przypadłość i nauczyć się  rozpoznawać mocne strony, zauważać sukcesy i wspierać w codziennym życiu.


niedziela, 13 września 2015

List do nauczyciela

Zastanawiam się w jaki sposób dotrzeć do nauczycieli, aby współpraca była bardziej owocna dla wszystkich stron. Bo niestety większość nie wie prawie nic o adhd i dla większości z nich, tak jak i dla większości ludzi niestykających się na co dzień znaczy to bezstresowe wychowanie, które skutkuje rozwydrzonym bachorem. Znalazłam taki list - nie wiem czy odważę się go dać nauczycielom, ale chyba niezły pomysł.




Drogi Nauczycielu


Wiem, że przez swoje zachowanie jestem dla Ciebie utrapieniem, a praca ze mną to prawdziwe wyzwanie, ale jeśli spróbujesz zrozumieć dlaczego tak się dzieje i we właściwy sposób wykorzystać moje atuty to oboje osiągniemy sukces.

Zmagam się z Adhd, zaburzeniem, które nie jest wynikiem złego wychowania czy niewłaściwej diety. Mój mózg pracuje inaczej niż inne. W centrum sterowania zachowaniem i koncentracją nie wszystko działa jak powinno. W skrócie mówiąc brakuje mechanizmu, który filtruje docierające informacje i decyduje co z nimi zrobić. A ponieważ mózg potrzebuje cały czas bodźców, wszystko jest tak samo ważne i tak samo pilne.

Potrzebuję ruchu i stymulacji

Wbrew pozorom, chociaż jestem pędzącym chaosem,  nie potrzebuję wyciszenia. Potrzebuję stymulacji. Zupełnie spokojne otoczenie może powodować, że mój łaknący bodźców mózg zacznie się zastanawiać gdzie są „atrakcje”.  Moja zdolność koncentracji jest powiązana z ruchem, który ładuje jej baterie. Naprawdę wiem, że w czasie lekcji powinienem siedzieć cicho w ławce i pracować. Niestety, ta bateria jest bardzo słaba, więc mózg ją wyłącza i zaczyna szukać ładowarki.  Najpierw zaczyna mnie coś swędzieć, zapominam co miałem zrobić, więc
się odwracam do kolegi, potem musze zatemperować ołówek, więc wstaję z ławki... Kiedy pozwolisz mi używać czegoś, co będzie zajmowało moje ciało (np. jakiś drobny przedmiot do trzymania w ręku, czy gryzienia), mój mózg będzie przynajmniej częściowo zajęty i bateria nie będzie się tak szybko rozładowywać.
A kiedy moje zachowanie staje się nie do zniesienia, pozwól mi ją szybciej podładować – chętnie pobiegnę zmoczyć gąbkę, albo zetrę tablicę. Chwila ruchu prawdopodobnie mi pomoże wrócić do pracy.

Przyciągnij moją uwagę

To może być często trudne, bo się kręcę, gadam i nie patrzę na Ciebie. Ale to nie znaczy, że nie słucham co mówisz. Jeśli chcesz się upewnić, poproś mnie
o powtórzenie tego co powiedziałeś, zamiast kolejny raz mówić „uważaj”.  Przeważnie odpowiem właściwie, ale jeśli zdarzy mi się, że nie umiem powtórzyć, daj mi chwilę na ponowne skupienie uwagi. Nie bierz do siebie tego, że czasem wydaję się być znudzony. To dla mnie wielki trud motywować się do zrobienia czegoś, co nie jest bardzo atrakcyjne. Zachęcaj mnie jednak do pracy. Drobne pochwały czy nawet uśmiech,  bardzo mnie motywują do większego wysiłku
i ukończenia pracy.

Zaangażuj mnie do pracy

Dla mnie to ogromne wyzwanie siedzieć bez ruchu i słuchać przez dłuższy czas.  Spróbuj mnie zaangażować tak bardzo, jak tylko się da – mój mózg pracuje dużo lepiej kiedy uczę się interaktywnie, niż przy pasywnym słuchaniu. Im więcej moich zmysłów zostanie uruchomionych, tym będzie się nam lepiej pracowało.  
Czasem samo polecenie może nie wystarczyć i będę potrzebował zobaczyć jak należy wykonać zadanie. Raczej nie przyznam się, że nie zrozumiałem, więc będę wdzięczny jak się upewnisz, że wiem co robić, zanim zapytam kolegi albo zrobię źle.

Pokaż mi cel

To czego nauczę się w szkole, nie zawsze jest dla mnie jasne i oczywiste. Czasem potrzebuje twojej pomocy, abyś mi pokazał co już umiem – kiedy zadajesz mi pytanie, niech odpowiedź będzie celem, który chcę osiągnąć i z którego będę dumny. Chciałbym poznać odpowiedź, a nie tylko się jej nauczyć.

Zachęcaj, ale nie piętnuj

Kiedy słyszę, że stać mnie na więcej, ale zbyt mało się staram, że sam jestem sobie winien, bo nie uważam itp. moją motywację i sposób myślenia zaczyna niszczyć poczucie, że widocznie jestem za głupi, żeby się tego nauczyć, że jestem do niczego.  Chociaż pewnie mówisz to, aby mnie zmotywować, bo wierzysz w moje możliwości, ja naprawdę nie umiem skupić się bardziej, więc takie słowa zniechęcają mnie nawet do próbowania. Zwłaszcza wypowiadane przy całej klasie. nie karaj mnie za moją chorobę - ona wystarczająco daje mi w kość.


Czasem ściągam uwagę wcale tego nie chcąc, bujając się na krześle, obgryzając ołówek, czy gapiąc się bezmyślnie przez okno. Potrzebuję wtedy Twojego cierpliwego przywołania do porządku, nie zawstydzania czy przykrych uwag.

Choć częściej od innych kolegów bywam nieznośny, to dużo bardziej niż oni potrzebuję pozytywnej motywacji, wsparcia i zachęty, a dostaję ich dużo mniej ze względu na to jak się zachowuję.

Tak naprawdę wszystko czego potrzebuję to zrozumienia, że wrogiem nie jestem ja, tylko moje ADHD. Moje zachowanie nie jest celowe i nie umiem nad wszystkim zapanować.

To, że czasem zachowuję się niezgodnie z oczekiwaniami, to nie dlatego, że chcę Cię zdenerwować, zrobić na przekór  albo Cię nie szanuję. Doskonale sobie zdaję sprawę dlaczego pewne zachowania nie są akceptowane i tak samo jak Ciebie denerwuje mnie, gdy ktoś się tak zachowuje. Mój mózg jednak działa inaczej.
On działa tu i teraz. Nie wyciąga wniosków i nie myśli o konsekwencjach.  I mogę w jednej chwili być zły, że mi ktoś przerywa, a w kolejnej zrobić dokładnie to samo, stanę w obronie bitego kolegi, a za chwilę sam przyłożę innemu.

I choć bardzo bym chciał być taki jak inni, to nie mam wpływu na to jak działa mój mózg - on potrzebuje cały czas bodźców i wszystkie traktuje jednakowo – tak samo ważne jest Twoje „proszę o ciszę”, jak swędzący palec u nogi, który natychmiast potrzebuje podrapania, nawet jeśli musze zdjąć but i niechcąco przewrócę krzesło.
I naprawdę w tym momencie nie rozumiem dlaczego masz o to do mnie pretensje. Bo ja nie chciałem przerywać lekcji, tylko musiałem się podrapać.

To jest właśnie cały problem – mój mózg nie robi tego co ja chcę, tylko zmusza mnie do robienia tego co on chce. I choć bardzo się staram by było odwrotnie, to nic
z tego nie wychodzi, bo to on jest szefem. Tak samo jak samo jak niewidomy nie zobaczy kolorów, choćby starał się najmocniej na świecie, a głuchy nie usłyszy muzyki.




poniedziałek, 7 września 2015

Przetrwać szkołę - odrabianie lekcji

Nowy rok szkolny właśnie ruszył – póki co są i chęci i zapał, a odrabianie lekcji jest jakąś atrakcją. Jednak doświadczenie uczy, że taki stan nie potrwa długo. U nas zwykle mija po pierwszej „porażce”, gorszej ocenie, czy pracy, która wydaje się nie do zrobienia.
Co roku planujemy sobie, że tym razem się lepiej zorganizujemy, będziemy systematyczni itp. i choć co roku jest lepiej, to jednak daleko do ideału. Nie przypadkiem piszę „my”, bo tak samo jak Addik, ja również sobie robię postanowienia, wymyślam systemy, ale z konsekwentną ich realizacją już gorzej.
Najtrudniej przychodzi nam systematyczność – odrobienie lekcji jakoś idzie, ale powtarzanie materiału po każdej lekcji, żeby przed klasówką tylko powtórzyć całość już nam nie wychodzi. I potem dzień przed - wiadomo – jazda na całego – połowa przeznaczonego na naukę czasu mija na awanturach, dyskusjach i innych takich… W tym roku planuję wdrożyć robienie notatek po każdej lekcji, żeby potem do czytania było mniej.

Teraz znając już wroga trochę można zmodyfikowac działania -  teorię sobie przyswoiłam - na część rzeczy wpadłam sama, część jest nadal wyzwaniem. Ale to co udało nam się wdrożyć działa, więc zakładam, że cały plan jest skuteczny. 
Zacząć trzeba od przypomnienia sobie, że z adhd wiąże się spory problem z organizacją, a to powoduje całkiem spory stres. Odrabianie lekcji wymaga po pierwsze zapisania sobie co jest zadane, pamiętania na kiedy trzeba to zrobić, zrobienia tego, zabrania pracy do szkoły. Niby proste, a nieproste. Wydaje się że jedyną drogą do ogarnięcia tego w obliczu problemów z zapamiętywaniem, koncentracją i organizacją jest wyrobienie odpowiednich nawyków. A aby coś się stało nawykiem, trzeba to powtarzać wielokrotnie. 
Zatem tu leży nasz pierwszy cel – systematyczność.

Plan wygląda tak

1. angażujemy do pomocy nauczycieli – zapisanie co jest zadane jest już dla Addika zadaniem samym w sobie – poprośmy nauczyciela, aby ułatwił jego wykonanie – niech zapisze na tablicy co jest zadane, niech wyraźnie poleci zapisanie zadania w zeszycie, niech poprosi dziecko o głośne przeczytanie tego co zapisało, albo sam sprawdzi notatkę.
2. dziecko również powinno samo o to zadbać – przed wyjściem z klasy sprawdzam czy zapisałem pracę domową, potrzebne na następną lekcję materiały (plastyka i technika – nasze zmory – tydzień pomiędzy lekcjami to jak wieczność – nie zapisane – zapomniane - ilość minusów za „nieprzygotowanie” … bez komentarza)
3. wdrażamy domową rutynę  - ustalamy razem z dzieckiem czas na naukę – najlepiej żeby to była ta sama pora codziennie – podobno najbardziej optymalne jest kiedy po powrocie ze szkoły damy dziecku coś do zjedzenia, i kilkanaście minut oddechu, ale podejrzewam, że to kwestia dość indywidualna – jedno dziecko lepiej poradzi sobie pracując z rozpędu, inne potrzebuje dłuższego odpoczynku. No i w naszych realiach często dziecko wymaga obecności rodzica, chodzi na zajęcia dodatkowe...
Moim zdaniem najtrudniejszy punkt z całego planu.
4. organizujemy miejsce do nauki – to w zasadzie oczywiste – spokojne, wygodne, z wszystkim co potrzebne w zasięgu, ale nie na tyle blisko, żeby rozpraszało. Wyłączamy rozpraszacze zwłaszcza wzrokowe – czyli nie ma telewizji, telefonu, komputera.  Tu jednak ważna kwestia – wiele dzieci z adhd ma problem ze skupieniem się w ciszy. Jeśli tak jest pozwólmy na tzw “biały hałas” – coś co nie będzie przyciągało uwagi  np. muzykę bez słów - relaksacyjną, instrumentalną
5. bądźmy trenerem organizacji – przejrzyjmy z dzieckiem co jest zadane, podzielmy zadania na części, ustalmy kolejność ich wykonywania, sprawdzajmy każde z osobna . Dobrze, żeby poszczególne bloki nie wymagały więcej niż 20 minut na realizację. Dłuższy okres może być nieosiągalny. Dużo łatwiej zmierzyć się pięć razy z małym zadankiem, niż zasiąść raz do kobyły.  
Ponieważ w naszym przypadku wspólna praca jest możliwa dopiero ok 17, a jednocześnie Addik część zadań robi z ochotą sam, wymyśliłam taki sposób:  zanim zacznie odrabiać lekcje ma przygotować listę prac domowych. Po wykonaniu i sprawdzeniu będziemy je wykreślać. Tak jak ja w pracy J.
6. pomagamy zacząć – u nas często odrabianie lekcji kończy się telefonem – mamo nie wiem o co chodzim poczekam aż wrócisz. Wcześniej nalegałam, żeby spróbował sam, ale to zwykle kończyło się fochem (teraz już wiem dlaczego).  Czasem przeczytanie ze zrozumieniem dwuzdaniowego polecenia to za dużo. Czasem przeczytanie polecenia to za dużo;) Ale na szczęście wystarczy przeczytać to razem, wyjaśnić o co chodzi,  na czym się skupić i dalej „aaaaa to już wiem”. Ważne tylko żeby nie robić czegoś za dziecko, tylko pokazać mu jak. Nie zaszkodzi być w pobliżu w razie problemu. Addik bardzo lubi jak siedzę w jego pokoju i „coś sobie robię”.
7. Minutnik i przerwy – kiedyś próbowaliśmy, przy czytaniu lektury – ale jakoś tak mi się kojarzy, że większość czasu zajmowało wówczas sprawdzanie, ile jeszcze do końca;) Niemniej jednak narzędzie warte przetestowania – ustalamy np 10 minutowy blok pracy, po którym będzie przerwa – najczęściej jeśli zadanie nie jest skończone, dziecko pracuje dalej, do końca.
Ustalamy, że po wykonaniu poszczególnych bloków (zadanie z listy,  ustalony czas), będzie krótka przerwa 2-3 minuty – na siku, picie, skakanie, przysiady – jakiś ruch, który rozładuje napięcie generowane przez konieczność skupienia i pozwoli od nowa się skoncentrować.  Kiedy dziecko rozprasza się już w czasie pracy, zróbmy mikroprzerwę np. chwaląc to, co już zrobił i zachęcając do dalszej pracy – takie delikatne przywołanie do porządku, poprzedzone pozytywnym komunikatem.
8. nagradzajmy wysiłek – wystarczy słowna pochwała, ale taka prawdziwie nagradzająca włożoną pracę. „widzę, że postarałeś się, żeby pismo było staranne i pilnowałeś ogonków w ę i ą” ucieszy dużo bardziej, niż puste „super”.
10. staramy się, żeby praca domowa w odpowiednim czasie trafiła do nauczyciela. Na to przyznaję nie mam pomysłu – a nie zliczę ile razy Addik, naprawdę się napracował nad jakimś zadaniem i zwyczajnie zapomniał go zabrać do szkoły.
11. planujemy zadania długoterminowe – kolejna nasza zmora – lektury.  Mimo przekazanego z mlekiem, genami i czym tam jeszcze zamiłowania do książek, mimo tego, że w naszym  domu książki były czytane dzieciom i są czytane nadal, mimo zachęcania, samodzielne czytanie po prostu nie wychodzi… trochę niby rozumiem, bo sama jeśli mi co kilka minut ktoś przerywa tracę chęć, ale z drugiej strony co bardziej może nauczyć skupienia? No nie wiem – w każdym razie z bólem wewnętrznym póki co kupuję mu streszczenia, wychodząc z założenia, że lepiej żeby, przeczytał mniej i był w stanie uczestniczyć w lekcjach, niż narażać na złe oceny z testu znajomości lektury, pracy pisemnej, i pracy na lekcji….
Myślę nad tym, żeby może czytał na głos? Jedną stronę, on drugą ja?
Może ktoś ma na to jakies pomysły i zechce się podzielić?

W każdym razie życzę powodzenia i przetrwania we względnym spokoju kolejnego roku szkolnego sobie i innym rodzicom addików.

czwartek, 20 sierpnia 2015

ADHD to tu i teraz

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nigdy nie są osobno. Nie są nawet wyraźnie zaznaczone. Wszystko dzieje się TU i TERAZ . Dlatego ogromną trudnością jest uczenie się na przeszłych doświadczeniach, czy zastanawianie się jakie będą konsekwencje w przyszłości. "Robię zanim pomyślę" to definicja impulsywności. Działanie jest natychmiastowe -  ADDiki nie zastanawiają się nad konsekwencjami ani nie pamiętają czym to się skończyło wcześniej.

Większość ADDików wie, że są inni, że nie pasują do standardowej miarki. Mówią im to rodzice, nauczyciele, koledzy . Ciągle słyszą, że powinni się dostosować i wreszcie zachowywać jak reszta. 
Główna trudność w oswojeniu adhd to założenie, że powinno się dążyć do tego żeby się wpasować w ramki. Trudność dla ADDika (który niczego bardziej nie pragnie) i trudność dla otoczenia (które nie rozumie dlaczego to jest prawie niewykonanlne).



Tym razem wyszperałam przemyślenia dorosłych ADDików i interpretację tych przemyśleń.
O ile w dzieciństwie na pierwszym planie była nadruchliwość fizyczna,  tak z upływem czasu przestaje być zauważalna. Ale problem ciągle jest, co gorsza jest tylko w środku, utrudniając zdolność do natychmiastowej oceny sytuacji, słuchania innych ludzi czy umiejętności zrelaksowania się na tyle, aby choćby spokojnie zasnąć. Wielu w miarę dorastania nauczy się ukrywać, że myślami są nieobecni, a silnik w ich głowie ciągle jest na biegu. 

Problem z dotarciem od punktu A do B

ADDiki nie są dobrymi organizatorami – planowanie i realizacja planu to zadanie niemal niewykonalne. W normalnym świecie zadanie ma początek, środek i koniec. ADDik nie wie gdzie i jak zacząć, bo nie może znaleźć początku, wskakuje od razu w środek i robi wszystko na raz. Efekt wiadomy...Organizacja ma charakter krótkotrwały, gdyż system organizacji wymaga liniowości, umiejętności określania priorytetów i czasu – tego ADDikowi brakuje.

Przytłoczenie nadmiarem bodźców


ADDiki przeżywają po wielokroć intensywniej niż inni. Układ nerwowy z adhd chce być cały czas zajęty czymś ekscytującym  i stawiać czoła wyzwaniom. Często się mówi o braku uwagi.  Tak naprawdę jest dokładnie odwrotnie – uwaga jest nieustannie, bez umiaru zajęta wewnętrznymi potyczkami.  I ADDik albo jest całkowicie pochłonięty jakąś czynnością albo bez żadnego konkretnego powodu zaczyna myśleć o wielu rzeczach na raz.  Wszystkie rzeczy są jednakowo ważne, żadna nie dostaje wystarczająco dużo uwagi i w efekcie nic nie jest zrobione jak należy. To tak jakby 5 osób mówiło do nas jednocześnie i wszystkim chcielibyśmy jednocześnie odpowiedzieć.

Dlaczego na to pozwalają?

To nie jest kwestia woli – większość nie ma przycisku „stop” ani filtra ważne/nieważne. Dość często występującym zjawiskiem jest  „wzmocnione słyszenie”.  ADDik „słyszy” wówczas wszystko, nawet bodźce, które docierają z innych zmysłów.  Swędzący nos, zapach obiadu, mucha na ścianie – wszystko „podkręca głośnik” w głowie.  I odrywa od wykonywanego działania. Swiat ADDika jest nieustannie bombardowany przez odczucia, których TYPik* nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić.
*typikiem - u mnie będzie osoba o prawidłowo funkcjonującym układzie nerwowym

Kochają kryzysy?

Czasem, a nawet często dzieje się tak, że ADDik przytłoczony ogromem zadania, odkłada je na wieczne później, stresuje się tym, że sobie nie poradzi, po czym tuż przez ostatecznym terminem siada i w krótkim czasie „odwala robotę” koncertowo, bez większego wysiłku. Chwilę cieszy się z sukcesu, obiecuje sobie, że następnym razem od razu zrobi, po czym emocje opadają i wraca do „pomyślę o tym później”.  Jednym słowem do działania potrzeba jest adrenalina – to balansowanie na krawędzi, wyzwanie. Życie od kryzysu do kryzysu jest jednak wyczerpującą drogą życiową. Niestety niektórzy tak potrzebują tej adrenaliny, że używają gniewu, agresji, żeby ją w sobie wyzwolić i często ceną za to jest to, że są postrzegani jak osoby z zaburzeniami osobowości. To z kolei podkopuje i tak małą wiarę w siebie, izoluje, zniechęca.

Postrzeganie

ADDik jest zadziwiający i frustrujący jednocześnie - siebie i dla otoczenia - przez ciągłą huśtawkę. Z jednej strony poczucie, że może wszystko - dostaje zadanie które go interesuje, stanowi ciekawe wyzwanie, rzuca się wir pracy i nie ustaje, aż wykona je perfekcyjnie, zapominając o reszcie świata i cieszy się z sukcesu. Z drugiej kompletna bezradność poczucie bycia do niczego i zniechęcenie, kiedy zadanie zaczyna być rutynowe, staje się łatwe, nudne...
Niby całkiem normalne, ale tak naprawdę osoby takie nigdy nie są pewne, które zadanie okaże się wyzwaniem, czy będą umieli się zmobilizować, kiedy ktoś będzie tego oczekiwał, czy kiedy od tego zadania będzie zależało coś ważnego. A czując, że nie mogą sami na sobie polegać zaczynają wątpić w swoje zdolności i wstydzić się tego, że mogą być odbierani jako niesolidni, nieodpowiedzialni.

ADDiki mają niską samoświadomość. O ile często potrafią  „czytać” innych ludzi, tak nie zdają sobie sprawy  jak się w danej chwili sami zachowują. Otoczenie widzi bezdusznego, nieczułego, pozbawionego taktu egoistę, często uważanego za nieprzystosowanego społecznie. ADDik jednak jest bardzo wyczulony na negatywną ocenę innych. Nie będąc jednak w stanie zobaczyć siebie i swojego zachowania w danej chwili nie rozumie reakcji otoczenia, a to daje mieszankę wybuchową i wpada w błędne koło.

Organizacja się wymyka 

Umysł ADDika jest obszerną  biblioteką. Problem w tym, że nie ma tam książek – są tylko luźne kartki. Porównując bardziej współcześnie to komputer z potężną mocą przerobową, ale wadliwym dostępem do zawartości twardego dysku. Do dysku, w którym nie ma folderów,  wiele plików nazywa się „nowy dokument” . Do tego są zdjęcia, filmy i cała masa plików tymczasowych. I czasami dzieje się tak, że wyszukiwarka wypluje zamiast jednego kilkanaście plików, z czego połowa się nie będzie chciała otworzyć. A czasem niechcąco kliknie się „usuń”…

Dlatego do nikogo jak do ADDika tak nie pasuje powiedzenie co z oczu to z serca. 

Poza tym w świecie ADHD wszystko dzieje się właśnie teraz albo wcale. Większość ADDików nie używa zegarka, bo czas jest dla nich abstrakcją bez znaczenia. Nie są w stanie zrozumieć dlaczego inni ludzie przykładają do tego tak dużą wagę. A żeby cos zorganizować to trzeba ustalić nie tylko co i jak 
ma być zrobione, ale też a może przede wszystkim  - kiedy.

Na koniec filmik, który pokazuje jak wygląda świat oczami osoby cierpiącej na Adhd

czwartek, 13 sierpnia 2015

Gdybym wiedział/a wcześniej

Ciekawe ilu rodziców zadaje sobie to pytanie, kiedy usłyszy diagnozę i dowie się "z czym to się je". Podejrzewam, że głównym uczuciem jest powrót nadziei po czym z zapałem zaczynamy zgłębiać wiedzę na temat choroby - dla siebie i dla dziecka.
Przed diagnozą wychowywanie takiego dziecka to była podróż bez mapy, pełna ślepych uliczek, dziur w nawierzchni, porażek i bezradności. Pytań w stylu "co jest z moim dzieckiem nie tak"? "gdzie popełniam błąd"? Diagnoza przynosi ulgę, że nasze dziecko nie jest z gruntu złe, że nie jesteśmy nieporadnymi rodzicami, ale z drugiej także wątpliwości dokąd możemy ustąpić, gdzie kończą się objawy a zaczyna złe zachowanie. Ile tego jest efektem stresu, przytłaczających obowiązków, ile wynika z choroby?
Ja jak już wspominałam w zasadzie do diagnozy dopchałam się sama - odhaczałam po kolei wszystkie możliwości, próbowałam różnych sposobów (mniej lub bardziej konsekwentnie). Zanim trafiliśmy do lekarza dużo już wiedziałam i robiłam. Bo niestety smutna prawda jest jednak taka, że diagnoza to tylko wierzchołek góry lodowej - w naszych realiach służba zdrowia będzie tylko małym wsparciem. Co więc jest istotne?

Ekspertami od choroby naszego dziecka musimy stać się MY. Bo my je mamy na codzień, my wiemy jak na co reaguje, my musimy szukać sposobów na radzenie sobie z kryzysami mniejszymi i większymi. Na nas spadnie również wypracowanie porozumienia ze szkołą, bo nauczyciele będą oczekiwać od nas wytycznych... Także "praca domowa" w dużej mierze i dużo dłużej niż w przypadku zdrowych dzieci będzie nas obciążać.

Przestań tylko przepraszać
Wielu z nas pewnie przyzwyczaiło się do przepraszania za "wybryki" dzieci. Przepraszaliśmy nauczycieli, innych rodziców, inne dzieci. I głowę daję, że potem obrywało dziecko...
Czas zmienić podejście - zamiast tylko przepraszać informujmy, uczmy innych, że to jest choroba, jak się objawia i co można zrobić, żeby nie zaogniać sytuacji i nie krzywdzić dziecka. Przecież nikt nie przeprasza, że dziecko z wadą wzroku nie widzi dobrze, tylko kupuje mu okulary, nie przeprasza się za to, że dziecko z cukrzycą nie zjadło tortu na przyjęciu, tylko tłumaczy dlaczego nie mogło tego zrobić. Problemem przy adhd jest to, że objawem jest przeważnie niegrzeczne zachowanie, bezczelność, złość itp ale to nie jest celowe! a często jest nieświadome, więc dziecko nie może tego kontrolować. Pamiętajmy jednak, że adhd nie jest usprawiedliwieniem. Musimy uczyć dziecko właściwego postępowania - pracujmy na to, aby prawidłowe zachowanie stało się nawykiem - mózg jest tak skonstruowany, że lubi oszczędzać i automatyzuje co tylko się da. Jeśli nie można liczyć na świadomą ocenę sytuacji wyróbmy prawidłowe nawyki

Wybaczaj
Wybaczajmy dziecku - ono naprawdę nie może inaczej, nie może postarać się bardziej, nie umie się skupić czy pomyśleć dwa razy zanim coś powie, zrobi. Nie nośmy w sobie urazy, że nam napyskowało, że rozwaliło to czy tamto - im szybciej my zapomnimy, tym szybciej wszystko wróci do normy.
Wybaczmy sobie niewłaściwe podejście sprzed diagnozy, te gorzkie słowa które padły, te kary i inne próby ogarnięcia problemu. wybaczajmy także to, że czasem puszczają nerwy, że czasem i nam się zdarzy wpaść w furię.
Wybaczmy wreszcie innym, rodzinie, znajomym, nauczycielom, którzy kierują osądy do nas i do dziecka - wiedza na temat tego problemu jest naprawdę znikoma. A nikt kto nie musiał się zmierzyć osobiście z takim wyzwaniem tego nie zrozumie.

Ale nie wymagajmy od siebie bycia superrodzicem, dzielnie znoszącym te trudy, uśmiechniętym i zadowolonym - życie z takim dzieckiem jest potwornym wysiłkiem i fizycznym i psychicznym.
Nie wahajmy się prosić o pomoc! Nie miejmy wyrzutów, że czasem potrzebujemy uciec od tego chociaż na chwilę...I pamietajmy, że nie tylko my mamy taki problem - szukajmy innych - w grupie będzie raźniej.


Dowiadując się ile trudności u naszego dziecka spowodowanych jest chorobą możemy wpaść  w lekkie przerażenie od czego zacząć - nie musimy zrobić od razu wszystkiego, zresztą chyba się nie da - skupmy się na tym z czym w danej chwili jest największy problem. Przecież nic się nie stanie jak nie posprząta pokoju, bo nie mógł zrozumieć zadania z matematyki i "trochę" mu zeszło zanim odrobił lekcję. Jutro matmy nie będzie, to sobie posprząta.
Spójrzmy na nasze dziecko z innej strony - nie tylko na tą upierdliwość, hałaśliwość i zamieszanie które czyni. Popatrzmy ja jego błyskotliwość, pomysłowość, inteligencję, na wrażliwość i radość życia. Podłączmy się czasem do jego bateryjek, do tej chęci do działania :)
KOCHAJMY!!! bezwarunkowo, zawsze i to okazujmy. Niech dzieciak wie, że nasza miłość nie zależy od jego zachowania. Niech czuje, że w każdej chwili ma nasze wsparcie i może liczyć na pomoc.


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Nakarmić mózg

Wszyscy wiemy, że trzeba się zdrowo odżywiać. Nie wszyscy jednak wiemy, że jedzenie nie zawsze jest synonimem odżywiania - a z pewnością nie wie tego większość dzieci. Najedzenie się frytkami z tłusytym kotletem, popitymi słodkim, gazowanym napojem nie ma NIC wspólnego z odżywianiem. To tylko kalorie i substancje, które bardziej szkodzą niż pomagają.
Badania pokazują że zbyt duża ilość śmieciowego jedzenia powoduje zmniejszanie w mózgu obszarów odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji. Jak to może skutkować u osób z adhd, gdzie te obszary i tak są upośledzone? Nie trzeba dużej wyobraźni. Jak wcześniej pisałam choroba nie jest bezpośrednio spowodowana dietą, ale zbyt duże spożycie pewnych pokarmów może nasilać objawy. W naszym przypadku dość widoczny jest negatywny efekt działania cukru. Niezbyt dobrze działają też kolorowe lody, napoje i chipsy. Na szczęście Addik jest świadomy wpływu tych rzeczy na siebie i stara się kontrolować. Nie broni się jakoś szczególnie przed zdrowym jedzeniem (choć tu inne argumenty go motywują ;)).
To co napiszę dalej nie będzie w najmniejszym stopniu odkrywcze - nie będzie żadnej specjalnej diety. Napiszę tylko jak to wpływa na adhd.



Jakość, a nie ilość 

Nadpobudliwość wiąże się ze zwiększonym zużyciem energii. To automatycznie powoduje większy popyt. Addik potrzebuje jej natychmiast więc w "obliczu zagrożenia" pączek dostępny natychmiast wygra z sałatką, której przygotowanie zajmie 5 minut, a zjedzenie 10.  Z tym, że pączek zaspokoi uczucie głodu na kilka minut, dostarczy kiepskiego paliwa na jeszcze krócej, a pewnie na tym się nie skończy więc zje następnego i mimo że nie będzie paliwa, kalorii będzie zbyt dużo.  
Sałata z łososiem, orzechami, papryką, jagodami i jabłko skuteczniej nasyci (informacja "jestem najedzony" trafia do mózgu z ust - im dłużej coś jemy, tym mniej tego potrzebujemy, żeby się najeść), ale również zasili mózg. Dodatkowy benefit ilość kalorii nie będzie zbyt duża więc ryzyko nadwagi mniejsze.


Woda, woda i jeszcze raz woda
Mózg z 80% składa się z wody. Odwodnienie spowalnia jego działanie i upośledza zdolność rozsądnego myślenia. Słodkie napoje, kofeina, alkohol nie nawadniają odpowiednio. Soki też w nadmiarze dobrze nie robią. najlepsza jest woda. Ile pić - w zależności od sytuacji - tak żeby nie poczuć pragnienia, bo to już jest sygnał od mózgu, że nie jest dobrze. Lepiej często i mało, niż na raz 2 szklanki.

"Dobre" tłuszcze
To jest moim zdaniem najważniejszy składnik pokarmowy po wodzie. To tłuszcze budują mózg (60% tego, co zostanie po oddzieleniu wody). 
Złe tłuszcze (zwłaszcza tłuszcze trans) powinny być wyeliminowane. Dobre to te zawierające kwasy omega-3 i 6. Naturalnie są zawarte w takich pokarmach jak łosoś, sardynki, awokado, orzechy, nasiona, rośliny zielone, oliwa i dobrej jakości oleje. Ja szukając różnych opcji dotarłam do badań, które wskazują na kluczowe znaczenie tych kwasów przy nadpobudliwości. Jesli dieta nie jest zbyt bogata w te tłuszcze (u nas niestety tak jest ostatnio) to warto podawać suplementy. Wybór padł na eye Q - jako dedykowany dla osób z zaburzeniami koncentracji. Po 3 miesiącach stosowania mogę powiedzieć, że poprawa jest zauważalna.

Białko to paliwo
Proteiny pozwalają utrzymać odpowiedni poziom cukru we krwi i są dobrym budulcem dla mózgu. Dobre źródła to ryby, indyk, kurczak, fasola, orzechy, brokuły i szpinak. dobrym pomysłem jest zaczynać dzień od wysokobiałkowego śniadania, aby podkręcić  koncentrację.

Węglowodany złożone 
Cukier jest wrogiem mózgu. gwałtowne wahania poziomu cukru we krwi powodują dezorganizację jego pracy - wzrasta impulsywność, spada koncentracja. Należy unikać cukrów prostych na rzecz takich produktów,  które stopniowo uwalniają cukry i są bogate w błonnik - warzywa, rośliny strączkowe, owoce - jagody, jabłka. 

Zjedz tęczę
Naturalne jedzenie jest kolorowe - każdy kolor ma znaczenie -  witaminy, antyoksydanty mikroelementy to wszystko ładuje baterie w mózgu - owoce i warzywa w kolorach tęczy.
kurkuma, szafran - chroni przed miażdżycą, działa antydepresyjnie
rozmaryn, tymianek, szałwia - poprawiają zapamiętywanie
cynamon - poprawia przepływ krwi i pomaga w skupieniu uwagi
czosnek i oregano poprawiają przepływ krwi w mózgu

Jesteś tym co jesz 
 slogan, ale bardzo prawdziwy

Zatem nie jedzmy śmieci i nie dawajmy ich dzieciom. Wiele szkodliwych substancji kumuluje się w organizmie i w mózgu nawet, jesli ilości w jedzeniu są niewielkie. Zwracajmy uwagę na to co jemy - starajmy się jeść jak najmniej przetoworzoną żywność, unikajmy sztucznych barwników, dodatków, konserwantów. Czytajmy etykiety - nie musimy wiedzieć co znaczą te wszystkie E, ale skład jest podawany w kolejności od największej do najmniejszej zawartości, a im którszy skład tym lepiej.
I na koniec - to co ostatnio wydaje się być modne - gluten - celiaklia dotyka ok 10% ludzi, ale podobno nawet u ludzi niemających alergii na to białko, jego eliminacja wychodzi na dobre. Podobno są badania wskazujące, że dzieci z adhd czy autyzmem często lepiej funkcjonują na diecie bezglutenowej.  Osobiście nie mam wyrobionego zdania na ten temat i obawiam się, że mieć nie będę bo nie wyobrażam sobie takiej diety w mojej rodzinie ;)

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Addiki na wakacjach

Tym razem krótki wakacyjny post.  Ale za to ze zdjęciami :)

Dotychczas spędzaliśmy wakacje w górach i nie ukrywam, że to był ten fragment roku kiedy myślałam głównie o sobie i ładowaniu baterii. Góry to moja bajka... dla Addika z tych wypraw najbardziej atrakcyjny był dojazd i okoliczne atrakcje typu gokarty czy park linowy. Góry to przecież nudy - łażenie tylko po to żeby zobaczyć wszystko z góry (no dobra widok był ok, ale żeby tyle iść?).
Dlatego zwykle było to wyzwanie żeby i wilk był syty i owca cała. I zwykle wymagało kompromisu - czyli każdy musiał w czymś ustąpić. Oczywiście Addik robił to okazując dużo mniej wyrozumiałości - ale robił.

Tym razem kompromis był nieco mniej kompromisowy. Splot różnych okoliczności sprawił, że na góry nie mogliśmy sobie pozwolić, więc tydzień spędziliśmy w dość nietypowym wakacyjnym miejscu - w Warszawie. Dla Addika w sumie pierwszy raz, dla mnie w pierwszy taki czysto rozrywkowy wyjazd.
Tydzień bardzo intensywny, ale o dziwo bez jakichś negatywnych objawów, bez wybuchów, bez fochów i myślę, że duża w tym zasługa tego, że inaczej byłam nastawiona. A i Addik chyba z większą świadomością swoich uczuć inaczej do tego podchodził co nim targało. A emocji i wrażeń nie brakowało:
-było kilka pierwszych razów - podróż pociągiem, metro, tramwaj.
-były miejsca widywane dotychczas w telewizji - sejm, pałac kultury, stadiony,

były widoki i lokalne atrakcje



no i oczywiście centrum nauki Kopernik - tu najbardziej się podobała część "mózgowa" "wodna" i "hałasowa"



No i oczywiście nie mogło zabraknąć elementu z ukochanego serialu.
I zabawna sytuacja - po paru godzinach chodzenia doczłapaliśmy się wreszcie do sejmu a Addik stwierdził, że to nie tu.... No sejm stoi jak wół a on - nie tu... Co się okazało? Głównym celem wycieczki do sejmu był parking, na którym nakręcili parę scen do Rancza :))))
I cicha nadzieja, że może coś jeszcze będą kręcić...
Niestety ani parkingu ani ekipy nie znaleźliśmy - udało nam się za to zwiedzić wnętrze budynku.

Ogólnie fajna wycieczka, mimo, że baterii naładować mi się nie udało ;)